12Maj
2019
0

Pędzące żółwie do plecaka

Ostatnia recenzja była o jednej z wersji gier mini wydanej przez Wydawnictwo Egmont Polska a mowa konkretnie o grze “Lato z komarami” . Gra o której dzisiaj chcę opisać ma dla nas szczególne miejsce w sercach i na półce w głównie z tego powodu, że mając ponad 6 lat żółwia stepowego pod opieką, te gady są nam szczególnie bliskie.

O “Pędzących żółwiach” na stronach Pomyślnika już było, więc skupię się nie na zasadach ale na niewielkich różnicach i  nowościach wprowadzonych w nowej grze.

Po pierwsze warto przypomnieć, że gra jest przeznaczona dla 2 do 5 graczy w wieku od 5 lat a czas rozgrywki zależy od liczby graczy. Niemniej gra jest tak szybka jak sam jej tytuł.

Tak jak na gry do plecaka przystało, gra mieści się w małym pudełku a a i to można zmniejszyć przenosząc grę w małym woreczku strunowym (co prawda nie dołączono go do gry, ale takie akcesoria szanujący się kolekcjonerzy gier, mieć powinni).  W pudełku znajdziecie więc:

  • 5 kart koloru,
  • 12 kafelków żółwi,
  • 50 kart ruchu,
  • instrukcja.

Celem gry “Pędzące żółwie” jest doprowadzenie żółwia w swoim kolorze do sałaty.

Generalnie wydaje się, że gra niczym nie różni się od swojego pierwowzoru oprócz rozmiaru, niemniej jest tutaj kilka zmian, które bardzo nam się spodobały.

Gra w tej wersji jest grą karcianą, nie ma więc planszy, kafelki żółwi układamy na stole losowo jeden za drugim. Gracze zaś losują z kafelków kolor swojego żółwia, który do końca gry znany jest tylko jego właścicielowi. Dodatkowo, każdy z graczy otrzymuje 5 kart ruchu. Pozostałe karty ruchu układamy zakryte na środku stołu jako talię do dobierania.

Zasady poruszania żółwiami są proste, wykładamy kartę ruchu i wykonujemy ruch żółwiem, który ląduje przed, za i na innym żółwiu. Wśród żółwi mamy również żółwie robiące za tłum (w kolorze czarnym), dzięki czemu gra wydaje się ciekawsza.

W kartach ruchu mamy pewne innowacje. Jest nią tak zwane strząsanie. Polega ono na zrzucaniu z grzbietu wybranego żółwia, wybranej liczby innych tłoczących się żółwi na jego grzbiecie.

Ciekawostką jest również sam cel, czyli sałata. Na planszy sałata była na stale wpisana w jedno miejsce. Teraz sałata znajduje się w kartach ruchu. Dokładniej rzecz ujmując mamy trzy karty sałaty. Gracz, który wybierze kartę sałaty musi od razu pokazać ją graczom i wyłożyć na stół na początku kolejki żółwi. Przy ujawnieniu się trzeciej karty, gra natychmiast się kończy. Ta zmiana moim zdaniem jest absolutnie fenomenalna, ponieważ gra trzyma nas w napięciu i jest nieprzewidywalna a meta zdaje się być w ruchu.

Mam nadzieję, że recenzja pomoże podjąć Wam decyzję czy warto posiadać taką grę w kolekcji. Jeżeli nie macie podstawowej wersji gry, to zachęcam do zaopatrzenia się gry jeszcze przed wakacjami.

Mam również takie doświadczenie, że gra jest również fajna na wyjazdy w ramach zielonej szkoły. Moje dziecko zabrało mi cały zestaw gier na wycieczkę nad morze, zanim zdążyłam je zrecenzować. Opinia Małgosi w tej sprawie ma zawsze dla mnie pierwszorzędne znaczenie. Zestaw do plecaka konkurował z grami na komórkę i tablet, skupiając niemałą grupkę nastolatków chętnych do grania. Czyli jest nadzieja 🙂

Szczegóły wydawnicze:
Tytuł: Pędzące żółwie |Autor: Reiner Knizia| Ilustracje: Rolf Vogt | Wydawnictwo: Egmont | Wiek graczy: 5+ | Liczba graczy: 2-5 osoby | Czas rozgrywki: 15 minut

Gra trafiła do naszego plecaka dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Recenzja 8/2019